niedziela, 22 lipca 2012

Chapter 1.


           Droga do Hogsmeade wydawała się dość specyficznia. Choć cała trójka szła razem, to i tak Ron wyprzedzał pozostałą dwójkę, spiesząc się do upragnionych słodyczy. Ślady jego butów, ciągnęły się za nim na śniegu a na ich końcu, powolnym krokiem, kroczyli, pogrążeni w rozmowie Hermiona i Harry. Po paru minutach spaceru, zdołali zobaczyć ośnieżone dachy domów, odbijające słoneczne promienie. Każda myśl o tej wiosce, przyprawiała ich o pozytywne uczucia.
- No rewelacyjnie! - krzyknął sarkastyczne Ron, wpatrując się w zamknięte drzwi do Miodowego Królestwa - Aloha...
- Expeliarmus! - przerwała Hermiona, wyrzucając Ronowi różdżkę z ręki, która odleciała kilka metrów w tył, lądując samotnie pod płotem.
- Zwariowałeś? Czy Tylko udajesz? Ja rozumiem, że masz ochotę na coś słodkiego, ale to chyba nie powód, żeby włamywać się do sklepu! Poza tym, nie sądzisz chyba, że nie jest on chroniony zaklęciami antywłamaniowymi.
- Nie wrzeszcz! Ja po prostu chciałem...przywitać się po Hawajsku - odpowiedział skruszonym głosem, podnosząc różdzkę  - To...co robimy ? Moje zapasy dziś, niestety się nie powiększą, dzięki Harry, wiedziałem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć - odparł ironicznie, kierując mordercze spojrzenie w kierunku przyjaciela który stał nieruchomo, z rękoma w kieszeni, wpatrując się w nicość.
- Co powiecie na Ognistą w Trzech Miotłach? - zapytał nie odrywając wzroku od...niczego.
- Jasne! Już lęce, bo oczywiście zawsze muszę, być posłuszny, zawsze jest...
- IDZIEMY! - wrzasnęła Hermiona, idąc na przód, ciągnąc za sobą Rona i Harry'ego.
Dwa piwa kremowe i cztery kolejki Ognistej Whiskey później, Rudzielec opanował swój gniew, zasypiając z głową na kolanach Harry'ego.
- Chłopcy, ja rozumiem, że chcecie się rozgrzać, ale idzcie chociaż do łazienki - rzuciła zza baru Madame Rosmerta. Nie mogąca powstrzymać się od śmiechu Hermiona, usadowiła Rona w miarę prosto na krześle.
- Biedak. Zawsze mówiłam, że ma słabą głowę.
- Wracajmy do domu - zadecydował Harry, łapiąc przyjaciół za ramiona. Teleportacja, jak zwykle przebiegła szybko, ale niekoniecznie sprawnie, gdyż trójka przyjaciół znalazła się w domu Hermiony.
- Emm...muszę jeszcze poćwiczyć - przyznał nerwowym głosem, wyciągając rękę w kierunku Hermiony. - Chodź .
- Ale nie ma problemu. Co za różnica, czy prześpi się u Ciebie czy u mnie - powiedziała Hermiona, chcąc otworzyć drzwi od sypialni. Harry wpadł w panikę.
- NIE! POCZEKAJ! Może...położymy go w salonie? Przy kominku szybciej dojdzie do siebie.
- Wydaje mi się, że byłoby lepiej, aby miał dostęp do chłodnego powietrza, a w tym pokoju jest wentylator. Harry, dlaczego jesteś taki blady? Sadzę, że też powinieneś się położyć - oznajmiła spokojnie Hermiona otwierając drzwi. Tak szybko jak je otworzyła, tak szybko je zamknęła. Po minie Harry'ego można było wywnioskować tylko jedno.
- Hermiono, bo widzisz...
- Harry masz pięć minut na wyproszenie gościa z mojego domu! - powiedziała przez zęby - pozwól, że powydzieram się na Ciebie później. Vingardium Leviosa! Przeniosę go do salonu i przygotuje kolację, a Ciebie jeszcze raz proszę o pożegnanie się z...kolegą - skończyła, przenosząc przed sobą, lewitującego Rona. Harry w pierwszej chwili, nie wiedział co ma robić. Choć od początku był kreowany na odważnego osobnika, tym razem, miał ochotę uciec jak najdalej. Od początku miał przeczucie, że jego plan, nie do końca jest tak idealny, jak się wydawał. Wziął głęboki oddech, złapał za gałkę w drzwiach i wszedł do pokoju.
Poza nim samym, w sypialni nie było nikogo. Zdziwiony Gryfon podszedł do otwartego okna, zamknął je i usiadł na łóżku. Na szafce nocnej, leżała mała, niedbale rzucona kartka.

Jutro, 20.00, dokończymy u mnie.

sobota, 21 lipca 2012

Wstęp.


- Jeżeli Harry nie przyjdzie za pięć minut, idziemy bez niego! - krzyknął zbulwersowany Ron przemierzając kolejne metry, otulonego kominkowym ciepłem salonu. Co chwilę spoglądał ukradkiem na drzwi, z nadzieję ujrzenia w nich Harry'ego. Hermiona siedziała na parapecie, zgrabnie oparta o ścianę, obserwując leniwie spadające płatki śniegu. Nie byli w Hogsmeade prawie miesiąc i zdążyli zatęsknić za sklepem u Zonka i kremowym piwem w Trzech Miotłach.
- Za dwie godziny zamykają Miodowe Królestwo,a skończyły mi się zapasy! Jak długo można się szykować? Przecież bez względu na to co Harry zrobi ze swoją czupryną i tak będzie wyglądał jakby walnął go piorun! Pewnie siedzi i...poleruje trzonek od miotły.
- Ronaldzie Weasley! - wrzasnęła Hermiona, naśladują głos Molly z wyjca, który Ron miał 'przyjemność' otrzymać na drugim roku - Jeszcze słowo, a zaklęcie wyciszające uderzy w twoją twarz! Co z tego, że Miodowe Królestwo zamykają za dwie godziny, skoro możemy użyć zmieniacza czasu? W sumie zmieniacz czasu i Ron Weasley to rzeczy, które nigdy nie powinny się ze sobą łączyć, ale tak bardzo zależy ci na tych kilku słodyczach, że chyba nie będziemy mieli innego wyjścia. Choć swoją drogą Harry mógłby się pospieszyć, zwłaszcza, że czekamy już godzinę.
- Pójdę go poszukać. - stwierdził Ron, idąc w kierunku drzwi.
- NIE! To znaczy...poczekajmy jeszcze chwile, no chyba mnie tu nie zostawisz! - odparła Hermiona patrząc pretensjonalnie w stronie zniecierpliwinego rudzielca. Nie uśmiechało mu się błądzenie po ogromnym domu, dodatkowo powiększonym zaklęciami i nie miał pojęcia gdzie może byc Harry, ale gdyby został w salonie kolejne pięć minut, prawdopodobnie, zacząłby irytować samego siebie. Bez zastanowienia ruszył ku drzwiom prowadzącym na długi korytarz, oświetlony szeregiem lamp naftowych. Na ścianach wisiały znane każdemu czerodziejowi, ruchome portrety, zwykle, pogrążone w głębokiej zadumie, bądź długiej konwersacji lecz tym razem, na ich twarzach widniało nie tylko ogromne zdziwienie, ale również coś w rodzaju...przerażenia. Ron ruszył naprzód omijając obrazy. Tak na prawdę nie wiedział gdzie idzie, a co gorsza był przekonany, że zdążył już się zgubić. Skręcił w lewo i udał się na górę po długich, rzeźbionych schodach. W połowie drogi, zauważył coś co przykuło jego uwagę. Na schodach leżała biała koszula Harry'ego. Nie zastanawiając się nad tym, co ubranie może robić pośrodku korytarza, podniósł ją z przekonaniem, że gdzieś niedaleko musi być jego przyjaciel. Na górze, po jednej stronie znajdował się szereg drzwi prowadzących do dużych sypialni,naprzeciwko których widniały, tak samo duże łazienki. Jedna z nich była otwarta, a przez szparę w drzwiach, przebijała się struga białego światła. Stojący na schodach Ron, miał dzwiną ochotę cofnąc się do salonu i oznajmić Hermionie, że Harry musiał po prostu pójść bez nich. Kiedy już miał schodzić, usłyszał trzask zamykanych drzwi, odwrócił się i ku jego zaskoczeniu  zobaczył...Draco! Wszystko byłoby w porządku, gdyby blondyn nie stał nago!
- Co Ty robisz Weasley !? - krzyknął Ślizgon, zakrywając dłońmi, to co widnieje na herbie Slytherinu.
- Mógłbym zapytać o to samo! - odpowiedział zaczerwieniony Ron, natychmiast zasłaniając twarz koszulą.  - Z resztą nie ważne...Eee..szukam Harry'ego, ponad godzinę temu mieliśmy iść do Hogsmeade.
- Daj mi to! - powiedział przez zęby Draco, wyrywając koszulę z rąk gryona i szybko się nią okrywając. Na jego twarzy, na którą spadały kosmyki mokrych, blond wlosów, malowało się zażenowanie - Tu go nie ma! - krzyknął odgarniając grzywkę z oczu. Co chwilę łapał zsuwającą się koszulę. - A teraz bądź tak dobry i WYNOŚ SIĘ STĄD! - dokończył blondyn. Bordowy na twarzy Ron, zbiegł po schodach, kierują się do salonu.
- Hermiono! Nie uwierzysz! Widziałem...- nie dokończył, gdyż w salonie stał Harry śmiejąc się i rozmawiąjąc z  Hermioną.
- Jak myślisz? Wpadł na Draco? - zapytała Harry'ego, zakładając na głowę czapkę.
- Sadząc po kolorze jego twarzy, myślę, że na pewno! - Harry nie mógł opanować ataku śmiechu. Niczego nie rozumiejąc, Ron powoli wszedł do salonu.
- Możecie mi wytłumaczyć, o co tutaj chodzi?! Nie było Cię ponad godzinę, a na górze paraduje nagi Malfoy! Nawet nie słyszałem jak wchodził...
- Czyli moje zaklęcia zadziałały! Gdybyś usłyszał, że ktoś wchodzi, zepsułbyś dobrą zabawę. - odpowiedział Harry.
- Jaką...zabawę?! - zapytał kompletnie już, skołowany Ron patrząc na czarny t-shirt Harry'ego na którym malowały się białe, zaschnięte ślady.
- Masz do wyboru słuchanie tego co wydarzyło się godzinę temu, albo lot do Miodowego Królestwa. Mamy jakies...10 min? - odparł spokojnie brunet.
- CHOLERA! Dobra... nie ważne! Opowiesz po drodze, a teraz bądź na tyle łaskawy i rusz się w końcu! - powiedział Ron, kierując się w strone korytarza. Drzwi od salonu zamknęły się z głośnym trzaskiem a Hermiona i Harry zostali sami.
- Zamierzasz mu to powiedzieć? - zapytała, patrząc na Harry'ego pytająco.
- Nie zrobię mu tej przyjemności - odpowiedział chłopak z uśmiechem na twarzy, zapinając rozporek.